Autor tekstu: Hans Petter Aalmo
Rafting rzeką Sjoa z lokalnymi przewodnikami i dobrą firmą organizującą takie spływy, nie wymaga wielkiej odwagi.
Sjoa znajduje się w Heidal w gminie Sel, w górnej części doliny Gudbrandsdalen. To jedna z najlepszych rzek do raftingu w Norwegii. Wyruszyliśmy z Oslo, a podróż główną drogą E6 zabrała nam cztery godziny.
Muszę przyznać, że nie jestem szczególnie odważny. Między innymi dlatego przez ostatnich dziesięć lat odrzucałem propozycje spływów składane mi przez mojego znajomego Jana Tore. Jan Tore jest jednym z najbardziej doświadczonych norweskich przewodników raftingu.
Kilka razy odmawiałem też z innych powodów; po trosze dlatego, że zawsze bałem się spływów rzecznych. Nie chodzi o to, że jestem z natury delikatny, boję się wody lub nie lubię sportu. Ale zdjęcia spienionej wody w połączeniu z wyobrażeniem czym jest sport ekstremalny powodowały, że faktycznie wolałem robić wiele innych rzeczy, w których można się wyżyć.
Każdego roku słyszy się dramatyczne opowieści o zagranicznych turystach, którzy ulegają wypadkom, a niekiedy wręcz giną w norweskich rzekach. Jednak wreszcie postanowiłem przekonać się sam i wybrać się na doroczny rafting rzeką Sjoa.
Przede wszystkim bezpieczeństwo
Przed i w trakcie wyprawy kładziono duży nacisk na bezpieczeństwo; tak duży, że wszystko stało się oczywiste i monotonne jak w samolocie.
Pomyślałem, że „przezorny zawsze ubezpieczony" i zanim wypuszczono nas na rzekę, wszystko dokładnie sprawdziłem zgodnie z instrukcjami bezpieczeństwa.
Gdy w końcu znaleźliśmy się na rzece, byłem zaskoczony. Do tej pory rzadko tak dobrze się bawiłem. Chociaż serce biło mi szybko, muszę przyznać, że o dziwo czułem się bezpiecznie. Naprawdę nie byłem przestraszony, dzięki profesjonalnej obsłudze przewodników i wysiłkowi całego zespołu.
Oczywiście, nie obyło się bez tego, że ktoś wpadł do rzeki albo że przewracały się całe łódki z załogą. Wtedy przewodnicy na łódkach szybko i skutecznie pomagali wyciągać wszystkich z wody. To, że tak szybko potrafili przejąć kontrolę nad całą sytuacją, błyskawicznie odwracali łódki i w tych trudnych warunkach pomagali uczestnikom wydostać się szybko na pokład, wywarło na mnie ogromne wrażenie.
W końcu nadeszła moja kolej i znalazłem się w rzece, ale nawet gdy wypadłem z łódki i byłem już pod wodą, nie bałem się. Szybko wyciągnięto mnie na pokład i nawet gdybym połknął trochę wody, takie przeżycie nie było przygnębiające; znowu chciałem wybrać się na rafting. Szkoda, że była to tylko jednodniowa wyprawa. Jestem absolutnie przekonany, że wybiorę się na taki spływ jeszcze raz.
Bezpieczeństwo z profesjonalną obsługą
Po zakończeniu naszej wycieczki rozmawiałem z Janem Tore i wyraziłem uznanie dla profesjonalizmu całej obsługi.
Jan Tore wyjaśnił, dlaczego bezpieczeństwo jest tak ważne:
- Dwa tygodnie temu grupa Rosjan miała tutaj wypadek. Wyruszyli na spływ bez znajomości lokalnych warunków, po prostu wypłynęli nie sprawdzając, czy jest to bezpieczne. W efekcie mieli wypadek, a dwóch Rosjan zostało rannych. Media przedstawiły całą sytuację tak, jak gdyby rafting rzeką Sjoa był niebezpieczny, a my otrzymaliśmy rezygnacje z wypraw zaplanowanych na następny weekend na kwotę prawie 100 000 norweskich koron.
- Wszystkie liczące się firmy pomagają sobie nawzajem; udzielamy porad grupom, które chcą wybrać się na rafting samodzielnie. Jednak pragnę podkreślić, że to niebezpieczne i bez sensu, gdy ludzie, którzy nie mają żadnej wiedzy o bezpieczeństwie, wyruszają na własną rękę. Zawsze służymy pomocą, kiedy stanie się coś złego, ale większości wypadków można by uniknąć. Rafting tą rzeką jest bezpieczny, około 15 000 ludzi robi to każdego roku, a poważne wypadki zdarzają się bardzo rzadko.
Jako wrażliwa osoba, sądzę, że trzeba być albo szalonym albo pragnąć śmierci, aby popłynąć rzeką przy wysokim stanie wody i silnym nurcie, bez dobrej znajomości warunków. Ale z doświadczonymi przewodnikami, tak jak to było w moim przypadku, rafting jest godny polecenia.
Spływ nie jest trudny nawet dla osoby o przeciętnej sprawności fizycznej, a i cena nie jest odstraszająca. Całodniowa wycieczka kosztuje około 1000 norweskich koron, lunch wliczony w cenę, a przeżycia zagwarantowane na całe życie.
Jak dotrzeć nad Sjoa:
Pociągiem: do Otta, a stąd nad rzekę już tylko 10 kilometrów.
Autobusem: ekspresowy „Gudbrandsdal express" zatrzymuje się przy drodze E6.
Samochodem: z Oslo około cztery godziny do Sjoa, a z Trondheim około trzy i pół godziny.
Nad rzekę jedzie się główną drogą E6, a potem drogą 257 w kierunku Randsverk.
Więcej informacji, znajdziesz na Sjoa Rafting, Sjoa Raftingsenter NWR i GoRafting.